Patrząc na to, co się dzieje w rozwoju AI, tytułowe pytanie jest jak najbardziej zasadne. Nie tylko ja zadaję sobie to pytanie. Dostałem je również, choć w nieco innej formie, pod jednym ze swoich wpisów na popularnym forum dla programistów.

Odpowiedź na nie jest nieco bardziej skomplikowana niż proste „tak” lub „nie”.
A czy komuś to się chce czytać?
Dane z mojego bloga to dość niewielka próba, ale na moment pisania tego artykułu nie dysponuję lepszym materiałem. Od momentu upowszechnienia się LLM-ów zasięgi bloga, którego czytasz, spadły o około połowę względem lat sprzed pojawienia się LLM-ów. Jeśli do tego doliczymy wzmożony ruch botów zbierających content dla LLM-ów i crawlujących co popadnie, to faktyczna liczba czytelników może być jeszcze niższa. Czy ma to bezpośredni związek z upowszechnieniem się LLM-ów? Odpowiedź na załączonym nagraniu.
Jednak nie ma co się dziwić. Głównym źródłem ruchu na moim blogu są wejścia organiczne, w przytłaczającej większości z Google’a. W LLM-ie możesz wpisać prompt w dowolnym języku, nawet z błędami, i poprosić o znalezienie dowolnej informacji. Prawdopodobnie ją znajdzie. Dla mnie research z wykorzystaniem AI stał się komplementarny do tradycyjnego googlowania, którego również używam znacznie mniej niż kiedyś. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz zaglądałem na Stack Overflow lub szukałem rozwiązania konkretnego problemu w artykułach na blogach. Dla wielu jednak research z wykorzystaniem LLM-ów stał się substytutem szukania z wykorzystaniem Google’a. Może nam się to podobać lub nie, ale taka jest rzeczywistość.

Sam Google też niezbyt pomaga w tej kwestii. Dwadzieścia lat temu na informatyce miałem zajęcia z tworzenia zapytań do Google’a (taki prehistoryczny prompt engineering). Obecnie jednak nie ma żadnego znaczenia, co wpiszesz w wyszukiwarkę. Google i tak podstawi Ci pod nos to, co uważa za słuszne.
Najpierw dostaniesz podsumowanie z AI. Na tym już odpada część czytelników – interesuje ich jedynie dostanie informacji i czasami te 2–3 zdania wygenerowane przez Gemini są wystarczające. Osoby szukające treści tworzonych przez ludzi najpierw zobaczą wyniki sponsorowane i artykuły, których pozycjonowaniem ktoś się zajmuje. Wśród nich znajdą się również duże blogi branżowe i artykuły takich gigantów jak Microsoft czy AWS.
Jeśli piszesz na temat, który nie jest nowy, konkurujesz z blogami i stronami o znacznie dłuższej historii i prawdopodobnie lepszej reputacji. Zanim Twoje artykuły zaczną przebijać się na wcześniejsze strony, może minąć sporo czasu. Gdy zaczynałem pisać w 2017 roku, zdobycie pierwszego artykułu na jakkolwiek popularną frazę zajęło mi rok regularnego tworzenia treści i budowania pozycji.
Analiza pozycji moich najpopularniejszych wpisów doprowadziła mnie do dość rozczarowujących wniosków. Dla artykułów spoza top 5 wyników na daną frazę odsetek klikalności jest marginalny. Niestety, chcąc się przebić wyżej w wynikach wyszukiwania, oprócz samego blogowania pojawiają się aspekty SEO, gdzie okazuje się, że „po prostu twórz dobre treści” to czasami zbyt mało, by się z nimi przebić.
Przecież istnieje świat poza Google!
No pewnie, jest na przykład YouTube, który również zgarnia ruch, który nie trafi na bloga! Treści w formie wideo możesz przyswoić przy znacznie mniejszym wysiłku niż treści pisane. Do tego, grając obrazem, możesz znacznie prościej przyciągnąć uwagę niż zwykłym tekstem. Wystarczy zrobić głupią minę albo umieścić na miniaturce clickbaitowy napis żółtą czcionką.

Jest jeszcze niższy poziom piekła, czyli wszelkiej maści Reelsy, Shortsy czy TikToki. Próba konkurowania z takimi treściami tekstem pisanym jest moim zdaniem z góry skazana na porażkę.
Jeśli jednak zostaniemy przy treściach pisanych, to swój wzrok pewnie skierujemy na tradycyjne media społecznościowe typu Facebook, X lub inne popularne platformy. Ich twórcy przywitają nas z otwartymi ramionami. W teorii możemy za ich pomocą dość łatwo dotrzeć do odbiorców za pomocą grup tematycznych, tagów czy stron. Jednak aby zbudować widoczność na platformach społecznościowych, potrzebujesz czasu i zaangażowania. Poświęcając go na obecność tam, nie poświęcasz go na tworzenie treści blogowych.
Schody zaczynają się w momencie, gdy spróbujesz udostępnić link do Twojego bloga. W tej chwili zasięgi polecą na łeb, na szyję. W interesie platform społecznościowych nie jest wypuszczanie użytkownika. Na niektórych platformach pojawiają się nawet tak idiotyczne pomysły jak płacenie za możliwość postowania linków. W rezultacie ruch z mediów społecznościowych na moim blogu obecnie jest marginalny. Kombinowanie z linkiem w komentarzu pod wpisem i inne tego typu sztuczki uważam za szamanizm. Testowałem i moja obserwacja jest jednoznaczna – niezależnie od tego, gdzie udostępniasz linki, dostajesz po łapach. Oczywiście możesz uruchomić reklamy i próbować w ten sposób dotrzeć do odbiorców. Lojalnie jednak ostrzegam, że nie testowałem i nie wiem, jakie to da efekty.

Chce Ci się marnować czas na pisanie tego?
Ustaliliśmy już, że obecnie zbudowanie sensownych zasięgów na blogu nie jest szczególnie łatwym zadaniem. Artykuły blogowe stają się coraz większą niszą i ustępują LLM-om, treściom wideo oraz mediom społecznościowym. Jeśli jednak to Cię nie zniechęciło, to zanim postawisz WordPressa czy założysz konto na Substacku, musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście, ważne pytanie — po co?
Jeśli odpowiedzią są pieniądze, to… życzę powodzenia! Utrzymanie się wyłącznie z blogowania uważam za arcytrudne. Owszem, można nawiązywać płatne współprace, publikować reklamy i zarabiać na blogu na wiele innych sposobów. Uważam jednak za BARDZO trudne, by zarobić sensowne pieniądze, pisząc o programowaniu. Bardzo trudne nie oznacza niemożliwe. Blog The Pragmatic Engineer jest tego świetnym przykładem. W przytłaczającej większości przypadków znacznie większe pieniądze zarobisz po prostu programując.
Jeśli traktujemy blogowanie jako sposób na rozwinięcie innego źródła dochodu, na przykład ze szkoleń czy konsultacji, może to mieć więcej sensu. Takie podejście wymaga jednak znacznie więcej pracy niż napisanie w godzinę krótkiego wpisu o „ciekawym fuckupie na prodzie”. W takim przypadku wychodzimy też daleko poza samo blogowanie. Pozwolę sobie również stwierdzić, że obecnie prowadzenie bloga może być jednym z mniej efektywnych sposobów na dotarcie do odbiorców z czymś, na czym chcemy zarabiać.
Kolejną częstą motywacją jest zdobycie popularności. Tutaj blog jest, myślę, całkiem dobrym pomysłem. O ile zbudowanie szerokiej rozpoznawalności dzięki tworzeniu bloga programistycznego jest trudne, o tyle stanie się „szeroko znanym w wąskich kręgach” jest już znacznie bardziej realne. Innymi słowy, blogiem nadal możesz się dość łatwo sprzedać jako specjalista w swoim fachu.
[…] if you’ve done great work, if you’ve produced superb software or fixed a fault with an aeroplane or investigated a problem … without telling anyone, your work is wasted. You have to write, you have to tell people, and you have to do so in a way that they will take notice.
Kilkukrotnie zdarzyło mi się, że ktoś mnie rozpoznał (raczej po nazwisku niż po twarzy 😉) czy skojarzył z prowadzeniem bloga. Za każdym razem były to bardzo miłe i budujące rozmowy. Gdy zaczynałem pracę w IT, to mimo mojej dość krótkiej blogowej kariery (i niemal zerowego komercyjnego doświadczenia) nie miałem większych problemów z otrzymaniem zaproszeń na rozmowy rekrutacyjne. Prawie za każdym razem rekruterzy wskazywali, że prowadzenie bloga było dużym atutem. Dość regularnie trafiają do mnie również różne oferty i propozycje, z których wynika, że ktoś trafił do mnie za pośrednictwem bloga.
Jeśli naszym celem blogowania jest zbudowanie marki osobistej (lub raczej określonego wizerunku swojej osoby), to blog może być świetnym sposobem na to. Możemy pokazać, co potrafimy i jak podchodzimy do rozwiązywania konkretnych problemów. Wraz z budową wizerunku mogą pojawić się również możliwości monetyzacji.
Jednak z większą popularnością oprócz wspierających osób pojawią się również:
- „Eksperci” z podejściem „no i szlag by to trafił, za dużo amatorów pcha się do branży, a potem przechodzą tacy, co nie mają pojęcia…”, którzy będą próbowali Ci udowodnić na siłę, że masz zerowe pojęcie o tym, o czym piszesz. Nierzadko robią to z dużą pewnością siebie, choć nie zawsze idzie ona w parze z merytorycznymi argumentami.
- Ludzie sfrustrowani czy niezrównoważeni psychicznie wyzywają Twoją rodzinę do siódmego pokolenia wstecz, a także trolle chcące Cię zwyczajnie powk*rwiać. Niestety, nadal nie ma paszportu na Internet i po zbanowaniu konta marik1234 zaraz pojawi się marik1235. Nie ma innego sposobu na wyeliminowanie tego zjawiska niż banowanie do skutku.
Chcąc tworzyć zasięgowe publiczne treści, niestety, trzeba mieć twardą dupę. W przeciwnym razie damy sobie wejść takim osobnikom na głowę. Oczywiście zachęcam, by nie traktować każdego słowa krytyki jak ataku. Jest masa życzliwych nam osób, które potrafią w cywilizowany sposób wskazać niedociągnięcia w tworzonych treściach. Takie osoby, moim zdaniem, to prawdziwy skarb.
Moim zdaniem jedną z najsensowniejszych motywacji do tworzenia bloga w 2026 roku jest tworzenie go dla samego siebie. Jeśli tworzysz notatki, by się czegoś nauczyć lub utrwalić wiedzę, nie widzę powodu, by chować je do szuflady. Być może kiedyś komuś w czymś pomogą, a jeśli nie, to zawsze możesz do nich wrócić w razie potrzeby. Pisząc o analizowanym temacie, łatwo jest zauważyć, czego jeszcze nie wiesz i co warto doczytać lub sprawdzić. Zmusza to do dokładniejszego poznawania badanych tematów. Dzięki temu uczysz się zarówno Ty, jak i czytelnik. Same plusy. A jeśli efektem ubocznym będzie monetyzacja lub zbudowanie wizerunku eksperta, to będzie to dodatkowa korzyść.
Niezależnie od motywacji gorąco zachęcam, by tworzyć treści najlepiej, jak potrafisz, a nawet jeszcze lepiej. Tworzenie kiepskich artykułów nie przyniesie korzyści ani Tobie, ani odbiorcom. Pamiętaj też, że podpisując się pod swoimi treściami, pokazujesz, co umiesz i jakiej jakości pracę wykonujesz. Swoimi treściami możesz zarówno zbudować swoją pozycję, jak i pokazać, że nie masz pojęcia o tematach, o których piszesz.
Jakie treści moim zdaniem warto tworzyć?
Mówiąc krótko: twórz treści, których LLM nie jest w stanie przygotować albo których tworzenia nie opłaca się mu zlecać ze względu na czas lub koszty. Artykuły oparte na informacjach dostępnych w internecie są spoko, jeśli Twoim głównym celem jest gromadzenie własnych notatek na blogu. Jeśli jednak faktycznie chcesz tworzyć unikalną wartość, moim zdaniem znacznie więcej sensu mają:
- Case studies, opisy doświadczeń i wniosków – to treści, których LLM nie jest w stanie rzetelnie przygotować, a których często brakuje również w wynikach Google’a. Miałeś ciekawą awarię na produkcji? Opisz to! Wypracowałeś sposób, dzięki któremu znacznie szybciej robisz analizę logów systemowych? Świetny temat na blogposta!
- Treści opiniotwórcze – LLM może udawać, że ma własne zdanie. W praktyce jego odpowiedź jest jednak wynikiem operacji matematycznych wykorzystujących rachunek prawdopodobieństwa. Twoja opinia jest poparta Twoimi doświadczeniami i nikt nie może Ci jej zabrać ani narzucić.
- Pogłębione analizy bazujące na wielu źródłach, potwierdzone danymi i badaniami. LLM dysponuje wiedzą powszechnie dostępną, nie zna jednak na przykład wyników analizy zachowań użytkowników konkretnej aplikacji ani powiązanych z nimi danych statystycznych.
- Artykuły analizujące dany temat w sposób kompleksowy. Jeśli wpiszesz w Google’u lub ChatGPT „jak działa GPS?”, otrzymasz odpowiedź. Przygotowanie za pomocą LLM-a równie pogłębionej analizy jak ta w tym artykule może jednak być zbyt czasochłonne i zupełnie nieopłacalne.
- Tematy niszowe, w których brakuje literatury i innych materiałów.
Patrząc na listę artykułów, które czytałem w ostatnim czasie, są tam praktycznie wyłącznie treści wpisujące się w którąś z powyższych kategorii.
Podsumowanie
Początkowo ten wpis miał być krótki, ale wyszło jak zwykle. Jestem ogromnie ciekaw, dlaczego czytasz blogi. Z przyzwyczajenia, z niechęci do LLM-ów, z braku zaufania do nich, a może z zupełnie innych powodów?
Artykuł bardzo mocno bazuje na moich doświadczeniach i wnioskach. Zachęcam, by traktować go wyłącznie jako opinię jednego z wielu blogerów. Jeśli prowadzisz bloga lub planujesz zacząć, to daj znać w komentarzu, czy zgadzasz się z moimi obserwacjami.


Kolejna książka o Gicie — naucz się korzystać z Gita jak profesjonalista
"Kolejna książka o Gicie" to kompleksowy e-book, który pozwoli Ci poznać Gita od A do Z, a także liczne narzędzia dedykowane pracy z Gitem!
Dlaczego warto?
Nie przegap kolejnych artykułów
Zapisz się na mój mailing, jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi artykułami. Wystarczy, że skorzystasz z formularza poniżej 👇
Po zapisie otrzymasz także fragment „Kolejnej książki o Gicie”.